Żeby zapoznać się z materiałami do artykułu "Atlantyda - afrykański ślad" (str. 18) proszę przejść do Bloga. Treści tam zamieszczone będą z czasem uzupełnione o kwestie, które z racji ograniczonej objętości artykułu nie mogły zostać w nim omówione lub zostały omówione w sposób niedostateczny.

ATLANTYDA – afrykański ślad



Atlantyda, mityczna wyspa będąca siedzibą potężnej cywilizacji wymyślonej przez starożytnych myślicieli wyłącznie na potrzeby rozważań nad ustrojem państwa. Według przekazów Platona była to kraina opływająca we wszelkie dostatki, którą w ciągu jednego dnia zniszczyła seria trzęsień ziemi i powodzi, a dzieło zniszczenia dopełniło się, gdy pochłonęły ją odmęty morskie. Legenda jej bajecznego bogactwa i tragicznego końca miała poruszać wyobraźnię milionów ludzi przez stulecia. Tylko co jeśli to nie legenda?

Heinrich Schliemann


Jest 14 czerwca 1873 roku. Na wzgórzu położonym nieopodal wioski Hissarlik (Turcja) gorączkowo krząta się Heinrich Schliemann.
Jest nietypowym Niemcem. Zakochany od młodzieńczych lat w „Iliadzie” Homera, traktuje jej tekst ze śmiertelną powagą. Uważa, że dzieło antycznej literatury opisuje prawdziwe wydarzenia historyczne tzn. w jego przekonaniu Troja naprawdę kiedyś istniała, a wojska greckie faktycznie po wieloletnim oblężeniu ją zniszczyły.

Nie zjednuje mu to szacunku w szacownych gremiach naukowych. Panuje wtedy przekonanie, że dzieła Homera to bajki, owszem wyjątkowo realistyczne, szczegółowe, ale ich namacalność wynika wyłącznie z geniuszu literackiego ich autora. Krótko mówiąc, należy je traktować w kategorii fikcji. Heinrich Schliemann nie przejmuje się tymi powszechnie uznanymi prawdami i posiłkując się opisami zawartymi w „Iliadzie”, prowadzi własne, finansowane przez siebie, wykopaliska. Może sobie na to pozwolić, gdyż wcześniej zgromadził znaczny majątek dzięki interesom prowadzonym w Rosji i USA. Po latach poszukiwań, wreszcie nadeszła chwila jego triumfu. Dokonał odkrycia stulecia - wykopał tzw. skarb Priama i odnalazł legendarną Troję! Co prawda wiele lat później okaże się, że skarb pochodził z czasów poprzedzających istnienie Troi, ale dziś nikt nie neguje, że poprawnie zlokalizował miasto Hektora, które faktycznie w zamierzchłych czasach stało na wzgórzu w sąsiedztwie wioski Hissarlik.


Wiarygodność tekstów

Jest jesień 2017 roku, a ja zapraszam czytelników do odbycia wraz ze mną intelektualnej podróży śladami Schliemanna i potraktowania, choć przez chwilę, platońskich dialogów o Atlantydzie tj. „Timajos” oraz „Kritias” w sposób dosłowny. Być może na koniec tego artykułu istnienie Atlantydy okaże się nie tak całkiem absurdalne, jak się pozornie wydaje. A zatem do dzieła.
Ze wspomnianych tekstów Platona wynika, że informacje o Atlantydzie zostały zaczerpnięte od egipskich kapłanów przez Solona, wielkiego ateńskiego myśliciela, który swoimi reformami położył podwaliny pod przyszłą potęgę ojczystego kraju. Żył on w latach 638 – 558 p.n.e., a zatem jeszcze w czasach, gdy wiedza starożytnego Egiptu posiadała ciągłość - zapiski zbierane przez tysiąclecia przepadły bezpowrotnie po spaleniu biblioteki aleksandryjskiej (skarbnica wiedzy całego starożytnego świata, do której przybywali ludzie pragnący rozwijać swój intelekt; znajdowały się tam opracowania z rozmaitych dziedzin w tym traktaty matematyczne oraz plany techniczne urządzeń np. maszyn parowych Herona) i inwazji islamu.
Bardzo interesujące jest to, że wg platońskich tekstów zagłada Atlantydy nastąpiła 9 000 lat przed rozmową Solona z egipskimi kapłanami, a zatem biorąc pod uwagę, kiedy żył Solon, miało to miejsce około 11 500 lat temu. Tak się składa, że był to przełomowy czas, gdy kończyła się ostatnia epoka lodowcowa. Zwracam na to uwagę, gdyż w „Timajosie” egipski kapłan kilkukrotnie podkreśla, że w historii świata było wiele potopów, a Grecy pamiętają wyłącznie o jednym z nich. Współcześni naukowcy uważają, że masowy proces topnienia lodowców prowadził do podniesienia poziomu wód ergo przy takiej skali zmian klimatycznych wielkie obszary lądu musiały znaleźć się pod wodą ergo w ciągu kolejnych tysiącleci następowały po sobie kolejne potopy. Dość zdumiewająca zbieżność między nauką a wymyśloną opowieścią sprzed 2 500 lat. Podobnych analogii jest więcej, niestety ze względu na objętościowe ograniczenia artykułu muszę je pominąć.

Platońskie opisy Atlantydy

Teraz warto przyjrzeć się tym spośród platońskich opisów Atlantydy, które pozwolą wstępnie zawęzić jej położenie.
1. W „Kritiasie” pojawia informacja, że żyły na niej słonie, których „była wielka liczba”.
Wniosek: Klimat tam panujący musiał być być bardzo ciepły. Nie wchodzą zatem w rachubę obszary położone na wysokich szerokościach geograficznych, a wyspa musiała znajdować się nieopodal Afryki.

2. Zgodnie z zapisami tekstu „Kritias” wyspa była dobrze zirygowana, plony zbierano dwa razy w roku, deszcze padały w porze zimowej, strumienie spływały z gór zasilając rzeki, jeziora i bagna.
Wniosek: Należy odrzucić obszary, w których słodka woda występuje w nikłych ilościach.

3. W „Timajos” znajduje się informacja, że Atlantyda prowadziła wojnę z przodkami Ateńczyków (lud, z którego wiele tysięcy lat później wyodrębnili się Ateńczycy) i podporządkowała sobie tereny Libii aż po Egipt i Europy aż po kraj Etrusków (dzisiejsze Włochy).
Wniosek: Atlantyda nie mogła znajdować się daleko od wschodniej części basenu Morza Śródziemnego.

4. Wiadomo, że obszar wyspy był większy niż łączna powierzchnia Libii i Azji (tj. Azji Mniejszej czyli mniej więcej dwie trzecie powierzchni dzisiejszej Turcji).
Wniosek: Wyspa miała gigantyczne rozmiary, więc nie mogą nią być żadne niewielkie skrawki lądu.

5. Opis geograficzny wyspy nie do końca jest w moim przekonaniu precyzyjny i można go w kilku kwestiach rozmaicie interpretować. Tym niemniej w „Kritiasie” można wyczytać, że centrum Atlantydy zajmowała wielka, płaska równina o wydłużonym prostokątnym kształcie. Jej wymiary wynosiły 3000 na 2000 stadionów (stadionowi można przypisać różne wymiary; w artykule przyjęta zostanie jedna z częściej spotykanych wartości tj. 185 metrów) czyli 555 km na 370 km. Była ona otoczona przez liczne góry schodzące do morza. Krajobraz na wybrzeżu był „bardzo wysoki i stromy”. Nieopodal równiny (albo na jej terenie) i także w centrum wyspy znajdowała się stolica Atlantydy. Od morza dzieliło ją 50 stadionów czyli 9,25 km.
Wniosek: Należy szukać miejsc, gdzie pierścień gór otacza rozległy płaski teren.

6. Zgodnie z zapisami znajdującymi się w „Timajosie” Atlantyda znajdowała się na Oceanie Atlantyckim naprzeciw Słupów Heraklesa, które umiejscawia się w okolicy Cieśniny Gibraltarskiej.
Wniosek: Wyspa była położona na Oceanie Atlantyckim nieopodal Maroka i Hiszpanii.

7. W tekście znajdują się dość tajemnicze zwroty: „Ta potęga (Atlanci – przyp. autora) przybyła z Oceanu Atlantyckiego, bo w tamtych dniach Atlantyk był żeglowny”, „...morze w tych rejonach jest nie do przebycia, ponieważ drogę zagradza mielizna z mułu powstałego w wyniku zatonięcia wyspy (Atlantyda – przyp. Autora)”, „a kiedy zatonęła (Atlantyda – przyp. autora) w wyniku trzęsienia ziemi, stała się nieprzekraczalną barierą mułu dla podróżników żeglujących stąd do innych części oceanu”.
Wniosek: Należy szukać miejsca na Oceanie Atlantyckim, które stało się nieżeglowne.

Wstępna selekcja i nazwy

Czas przyjrzeć się dokładniej mapie i dokonać wstępnej selekcji kandydatów na Atlantydę. Wyspy typu Santoryn, Kreta, Sardynia są zbyt małe, żeby dorównać skalą Azji czy Libii. Lokalizacje w rodzaju Antarktydy czy Karaibów, pomijając inne powody, są zbyt daleko położone, żeby Atlanci mogli toczyć wojny a protoplastami Ateńczyków. Wielka Brytania jest zbyt zimna, żeby mogły na jej terenie żyć słonie. Hiszpanię także należy odrzucić, gdyż...nie jest wyspą. Wreszcie na Oceanie Atlantyckim w rejonie Gibraltaru (Słupy Heraklesa) nie ma najmniejszego śladu po gigantycznej wyspie. Wydawałoby się, że w tej sytuacji nie ma sensu prowadzić dalszych dociekań, gdyby nie kilka szczegółów, na które nikt nie zwrócił uwagi. Zacznijmy od nazw. Otóż mają one to do siebie, że często „żyją” dłużej niż ten, kto je wymyślił. Bywa, że całe nacje przemijają, a stworzone przez nie nazwy są nadal używane przez kolejne narody, które zajęły ich miejsce. Zjawisko to dotyczy przede wszystkim pojęć geograficznych. Nie raz nazwy są zniekształcane, ich sens jest gubiony, ale mimo to trwają. Niekiedy nadają je ci, którzy pamiętają o ważnych wydarzeniach z przeszłości.
Otóż Platon w „Kritiasie” jasno stwierdza, że pierwszym królem Atlantydy był Atlas i to od niego zarówno wyspa jak i ocean (Atlantycki – przyp. autora) wzięły swoją nazwę (Ocean Atlantycki oznacza morze Atlasa, Atlantyda oznacza wyspę Atlasa). Bardzo interesujące jest to, że w mitologii greckiej pojawia się Atlas - tytan, przy czym trzeba pamiętać, że mity greckie powstały po czasach Atlantydy i nie wiadomo, co było źródłem ich inspiracji. W każdym razie faktem jest, że najwyższe pasmo górskie Afryki rozciągające na terytoriach Maroka, Algierii i Tunezji nosi nazwę Gór Atlas i jest położone nieopodal Gibraltaru (Słupy Heraklesa), przed którym miała właśnie znajdować się Atlantyda otoczona wodami Oceanu Atlantyckiego.
Pytanie czy aby na pewno Słupy Heraklesa powinny być umiejscawiane na Gibraltarze?
Otóż Platon napisał, że młodszy brat bliźniak Atlasa dostał w swoje władanie część Atlantydy zwróconą w stronę Słupów Heraklesa, a naprzeciw niej znajdował się region zwany w czasach Platona Gades, obecnie Kadyks (południowo-zachodnia Hiszpania).  
Tyle że choć Kadyks jest starożytnym miastem założonym kilkaset lat przed rozmową Solona z egipskim kapłanem, to w wykopaliskach prowadzanych na Malcie odnajdywane są o wiele starsze są budowle datowane znacznie bliżej czasom Atlantydy. Prawdę mówiąc, odkrywane tam megalityczne konstrukcje należą do najstarszych na świecie.
Dlaczego wspominam o tym państewku? Otóż druga co do wielkości wyspa Malty tj. Gozo nazywana jest również Gaulos, Ghawdex i...Gaudos. Zaskakująco podejrzane podobieństwo z platońskim Gades. Czy zatem w toku upływających mileniów, licznych tłumaczeń i przekazów nie doszło przypadkiem do pomyłki, w wyniku której Słupy Heraklesa umiejscowiono błędnie na Gibraltarze czyli w okolicy Gades, zamiast nieopodal Malty (Gaulos, Ghawdex, Gaudos)?
Jest to wysoce prawdopodobne. Otóż 11 500 lat temu dopiero kończyła się epoka lodowcowa i poziom wód był niższy niż obecnie. Z map przedstawiających ówczesną linię brzegową wynika, że w tamtych czasach Malta przypuszczalnie była częścią Sycylii, a Sycylia posiadała lądowe połączenie z Półwyspem Apenińskim, przy czym jednocześnie wybrzeże Afryki znajdowało się o wiele bliżej Europy, tworząc tym samym w tamtym rejonie jedyny przesmyk prowadzący ze wschodniej do zachodniej części Morza Śródziemnego. Jednak Słupy Heraklesa miały oddzielać Morze Śródziemne od Atlantyku, nie mówiąc już o tym, że przed nimi powinna znajdować się Atlantyda. Gdzie jest zatem nasza legendarna wyspa i ocean?

Atlantyda

Cóż, kilka zdań wcześniej wspomniałem o Górach Atlas. Otóż od reszty Afryki oddziela je bezkresna Sahara, która w ich bezpośrednim sąsiedztwie tworzy pas piaszczystej pustyni usianej wydmami. Poza stosunkowo krótkim odcinkiem wysokość nie przekracza tam 200 – 300 metrów nad poziomem morza, przy czym wydmy mogą osiągać...ponad 300 metrów od szczytu do skalistego podłoża. Co więcej tamtejsza okolica jest aktywna sejsmiczne i jej wysokość rośnie (czego dowodem są same góry Atlas), a zatem można się zastanawiać, o ile niżej był położony teren w czasach Atlantydy. Wg niektórych źródeł Himalaje rosną rocznie ponad 1 centymetr, a przecież trzeba uwzględnić, że wraz z wysokością zwiększa się siła erozji spowalniająca ów wzrost. W przypadku nisko położonego gruntu, dodatkowo zasypanego piaskiem, erozja może być pomijalna. Przy założeniu, że teren w okolicach Gór Atlasu podnosi się o 1 cm rocznie, to w ciągu 11 500 lat zyskałby na wysokości 115 metrów lub odpowiednio więcej, jeśli tempo było większe. Gdyby zatem pozbyć się zalegającego piasku, uwzględnić dawną wysokość terenu, to okazałoby się, że z dużym prawdopodobieństwem wtargnęłaby tam woda morska, czyniąc z Gór Atlas wyspę. Co więcej wtedy zachodnią część Morza Śródziemnego można by potraktować jako integralną część Atlantyku, połączoną z tym ostatnim przez Gibraltar oraz zalaną od południa Tunezję, Algierię i Maroko. Istnieją też inne poszlaki wskazujące na to, że niektóre fragmenty Sahary mogły być niżej położone, ale żeby artykuł zachował zwartą formę, nie będę ich tu prezentował. Naturalnie w rozumowaniu trzeba również uwzględnić fakt, że w tamtych czasach występował niższy poziom wód.
Pytanie czy są jakieś inne przesłanki, które mogłyby potwierdzić, że kiedyś na Saharze znajdowało się morze? Tak, na Saharze odnajdywane są w dużych ilościach morskie muszle.
Gdy już uczyniliśmy z Gór Atlasu wyspę, pora przyjrzeć się jej uważnie. Wg opisów Platona w jej centrum powinna znajdować się wielka równina otoczona górami. I faktycznie tak jest - między Atlasem Tellskim a Saharyjskim znajduje się Wyżyna Szottów. Niestety nie do końca wymiary płaskowyżu zgadzają się z tymi podanymi przez Platona. O ile jego długość wynosi circa 3000 platońskich stadionów (555 km), o tyle na szerokość jest znacznie węższa niż 2000 platońskich stadionów (370 km). Trzeba tu jednak wziąć pod uwagę, że w starożytnej Grecji miara stadionu przyjmowała różne wartości, więc trudno powiedzieć, ile faktycznie kilometrów mierzyła atlantydzka równina i w których miejscach wykonano pomiary.
Naturalnie pozostaje jeszcze jedna kluczowa wątpliwość do rozstrzygnięcia. Jakim sposobem niemal pustynna Wyżyna Szottów mogła wyżywić zaawansowaną cywilizację tudzież liczną populację słoni? Księżycowy krajobraz płaskowyżu zupełnie nie pasuje do opisu Platona, wedle którego atlantydzka równina obfitowała w wodę - z gór spływały liczne strumienie, a pola uprawne zirygowane licznymi kanałami dawały plony dwa razy w roku.
Pozornie występuje tu sprzeczność, tyle że w przeszłości krajobraz wyglądał tam zgoła inaczej. Wg najnowszych badań jeszcze 5-6 tysięcy lat przed naszą erą na Saharze kwitło życie.
Oprócz ludzi zamieszkiwały ją najrozmaitsze gatunki zwierząt, w tym strusie, hipopotamy, krokodyle oraz...słonie. W tamtym okresie deszcze nie były niczym nadzwyczajnym. Łatwo sobie wyobrazić, jak nabrzmiałe od wody chmury opierały się o zbocza Gór Atlasu i uwalniały z siebie potoki rzęsistej ulewy. Z całą pewnością Wyżyna Szottów stanowiła wtedy idealne miejsce do uprawy roli.
Pozostaje jeszcze kwestia zlokalizowania stolicy Atlantydy. Miasto było położone w odległości 50 stadionów (9,25 km) od morza, z którym łączył je żeglowny kanał (zasilała go woda odprowadzana z kanałów przecinających równinę). Struktura przestrzenna aglomeracji była unikalna, gdyż jej centralną część stanowiła góra – wyspa (o średnicy 5 stadionów – 925 metrów), która była kolejno otoczona przez pierścień wody (o szerokości 1 stadionu – 185 m), pierścień lądu (o szer. 2 stadionów – 370 m), pierścień wody (o szer. 2 stadionów), pierścień lądu (o szer. 3 stadionów – 555 m), pierścień wody (o szer. 3 stadionów), a wszystkie strefy otaczał mur wzniesiony w odległości 50 stadionów (9,25 km) od ostatniego pierścienia, dochodząc aż do morskiego ujścia kanału, którym statki wpływały do centrum miasta. Cały obszar był gęsto zaludniony. 
Co ciekawe w niektórych miejscach przylegających do Gór Atlasu faktycznie występują formacje geologiczne o pierścieniowej kompozycji wyższego i niższego terenu (np. w okolicy współrzędnych 29
°30N i 2°20W albo sąsiedztwie Al-Aghwat), co uprawdopodobnia istnienie stolicy Atlantydy w układzie przestrzennym opisanym przez Platona. Naturalnie na podstawie antycznych tekstów nie sposób wskazać dokładnie lokalizacji tego miasta (najprawdopodobniej przykrytego grubą warstwą ziemi), ale wydaje się, że powinno się ono znajdować w południowo – wschodniej części wyspy. W południowej części, bo tam nastąpiła katastrofa Atlantydy, o czym za chwilę, a wschodniej, bo Wyżyna Szottów opada w tamtą stronę, więc również w tamtym kierunku musiała spływać z równiny woda, która miała zasilać kanał łączący miasto z morzem.

Kataklizm

Zagłada przyszła z południa, gdyż właśnie tam musiała się ona wydarzyć, aby w jej wyniku Atlantyda zmieniła się z wyspy w integralną część kontynentu afrykańskiego. Seria trzęsień ziemi wtłoczyła masy oceanicznej wody wymieszanej z dennymi osadami w głąb południowego interioru Atlantydy jak i leżącej naprzeciw niej Afryki, rozmiękczając grunt i luzując jego strukturę. Potem cofająca się woda porwała w morską kipiel tony ziemi, a ponieważ pas morza oddzielający Atlantydę od Afryki był wąski i płytki, szybko uległ on zamuleniu i zgodnie ze słowami Platona stał się dla statków nie do przebycia. Co więcej między Sycylią a Afryką, czyli tam gdzie zgodnie z hipotezą przedstawioną w tym artykule znajdować się powinny Słupy Heraklesa, dno wydaje się nosić ślady naniesienia ogromnych ilości osadów. Zwłaszcza południowo-wschodnia część przedstawia się interesująco ze względu na stopniowe opadanie w głębiny Morza Śródziemnego (domniemany ślad po przewalających się masach błota uchodzących po potopie Atlantydy i zatapiających ostrogę lądu stanowiącą afrykańską część Słupów Heraklesa), gdy tymczasem północna-wschodnia część płycizny gwałtownie się urywa, przechodząc raptownie w morską otchłań. Ten drugi przypadek jest znamienny dla całego basenu Morza Śródziemnego, gdzie przejście w głębiny odbywa się w sposób nagły. Jedynym wyjątkiem jest tu ujście Nilu, który właśnie...transportuje do morza gigantyczne ilości mułu. Wracając jednak do samej katastrofy, to chociaż nie objęła ona całej wyspy, wystarczyła do unicestwienia cywilizacji. Rzecz nieunikniona, gdy zagładzie ulega stolica i szereg innych największych portowych miast, a żegluga ze względu na naniesione pokłady błota przestaje być możliwa (także niektóre obszary między Sycylią i Afryką mogły stać się nieżeglowne, odcinając tym samym niedobitków Atlantów od reszty cywilizacji Morza Śródziemnego). Proszę sobie wyobrazić, że Stany Zjednoczone tracą swoje wschodnie wybrzeże zamieszkane przez niemal połowę populacji kraju, a do tego zostają pozbawione kontaktu z resztą świata. Czy po takim ciosie nie osunęłyby się w cywilizacyjny niebyt?

Wiele do myślenia daje jedno z ostatnich znalezisk archeologów. Otóż w 2014 roku u południowego wybrzeża Sycylii (okolica hipotetycznej lokalizacji Słupów Heraklesa oraz Atlantydy – przyp. autora) w pobliżu miasta Gela (dawnej greckiej kolonii, która w czasach starożytnych słynęła z jubilerstwa) odkryto wrak statku, na pokładzie którego znajdowały się sztabki legendarnego metalu – orichalcum, kiedyś cenionego niemal na równi ze złotem.
Jest to wyjątkowe wydarzenie z punktu widzenia archeologii, gdyż jeszcze niedawno uważano, że antyczne doniesienia o tym stopie metalu należy włożyć między bajki na równi z Atlantydą. Gdy zatem będą Państwo oglądać te bajki w muzeum, proszę pamiętać, że wg Platona Atlantyda słynęła z wydobywanego tam w wielu miejscach orichalcum.

Na koniec warto zadać sobie pytanie, dlaczego cywilizacje powstawały w każdym rejonie Morza Śródziemnego tylko nie w jego zachodniej części? Czy to możliwe by w czasach, gdy Sahara była zielona, a Góry Atlas obfitowały w wodę, w czasach, gdy panowały tam wręcz idealne warunki dla człowieka, nic się tam nie działo? Czy jest w ogóle możliwe, żeby w tak korzystnych warunkach nie powstała cywilizacja?